Trwa ładowanie strony...

Go Slow, czyli zwolnij tempo życia

Kontekst

Po raz pierwszy zobaczyliśmy to miejsce… 17 września 1999 roku. Symboliczna data zniknięcia „tamtego” świata. Wkroczenie Sowietów w 1939 roku i czwarty rozbiór Polski. Tymczasem końcówka lata była ciepła i słoneczna. Zieleń, jak to we wrześniu, zmieniała już odcień, jaśniała, bledła, na scenę wychodziły żółcie i oranże. Słońce kładło na trawie wydłużone cienie i całej otaczającej nas naturze nie w głowie były historyczne skojarzenia. Dwór murszał i zapadał się w ziemię, a jednak wiedział, że potrzebuje właśnie nas i zrobił wszystko, by nas uwieść. Wiedział, że ze strzępów, ułomków, fragmentów pieczołowicie poskładamy go na nowo, że jesteśmy „opiekunami rzeczy”. Pielęgnujemy bowiem i poświęcamy uwagę temu, co zniknęło i znika każdego dnia. W sferze duchowej i materialnej. I taki był początek.

Żyjemy slow, a może jedynie tak, jak pragnie tego większość ludzi, choć nie mogą się na to zdobyć – swobodnie. Bliska jest nam idea portugalskich pousadas — żyjących zabytków, które zyskały nowe, współczesne, m.in. turystyczne funkcje. Miejsce, które wybraliśmy (choć właściwie to ono nas wybrało) powoli staje się takim – jak chciał tego Antonio Ferro, twórca koncepcji pousadas — „małym hotelem, który w niczym nie przypomina hotelu”. Oczywiście, pamiętajmy o zachowaniu należnych proporcji — nie mieszkamy w portugalskim zamku, pałacu, dawnym klasztorze czy twierdzy, tylko w galicyjskim małym i niepozornym dworze. Jest skromnie. To nasz cichy i spokojny dom, nie pałacowe spa, jakich wiele powstaje ostatnio w Polsce. Świat został stworzony ze względu na wybór i na wybierającego (rabin Nachman z Bracławia). Tak, jesteśmy i chcemy być „opiekunami rzeczy”. To nasza życiowa misja. Wszelako jest i rozterka, która towarzyszy tym działaniom, a którą najtrafniej opisał Andrzej Stasiuk we „Wschodzie” (Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2014, s. 300):

Kiedy się tutaj sprowadziłem, wydawało mi się, że powietrze jest pełne duchów i głosów. Tak zapewne było. Ciekawe, czy po tym, co jest teraz, też zostaną jakieś duchy. […] Czy ktoś będzie przystawał w tym miejscu, by oglądać minione? Za sto, za dwieście lat. I czy przeszłość będzie wtedy jeszcze w ogóle istniała? Czy ktoś będzie jej potrzebował, by cokolwiek zrozumieć z własnego życia? Bardzo możliwe, że będzie istniała tylko przyszłość. Wcale bym się nie zdziwił. Będziemy tęsknić tylko do przyszłego. Do tego, co tam sobie wymarzymy. Tęsknota za przeszłością zostanie wykorzeniona. Zwyczajnie. Zmienią się mózgi. Będziemy myśleć tylko o tym, co sobie jeszcze kupimy. Jaką sobie jeszcze zrobimy przyjemność. Nie będzie żadnych duchów, wspomnień, pamięci ani historii. No tak – nie będzie pamięci i każdego dnia trzeba będzie zaczynać od nowa.

Szybko, coraz szybciej

Nasze miejskie życie w pędzie. Wiecznie przegrywany wyścig z czasem. Redakcja — pracownia — autorzy — klienci — zebranie — zarząd. Deadline — deadline — deadline. Łódź — Kraków — Warszawa. Pociąg — samochód — droga. Doba — czas — niedoczas. Jedzenie? W biegu. Sen? W napięciu. Urlop? Krótki. Przyjaciele? Telefoniczni.
STOP!

Ślimak też zdąży przeżyć swoje życie

W pewnym sensie — od ślimaka się zaczęło. Początki Ruchu na rzecz Spowolnienia (Slow Movement) wiążą się z jedzeniem, protestem przeciwko fast-foodom i powołaniem do życia Slow Food — ruchu popierającego tradycyjne potrawy, lokalne receptury, celebrowanie posiłków, ochronę smaków, zdrową żywność. Ślimak stał się jego symbolem. Od tego czasu idea slow rozszerzyła się na inne obszary życia, w czym wielka jest zasługa Carla Honoré, autora książek Pochwała powolności, Pod presją, Bez pośpiechu. Slow jedzenie, slow podróże, slow czas wolny (tak, wolny!), slow seks, slow wychowanie dzieci. Miasta slow (jest ich już w Polsce ponad dwadzieścia), życie slow. Czyżby slow to nowa odmiana stoicyzmu?

Tym, którzy nie mogą uwierzyć, że można tak żyć, dedykuję zabawny paradoks zaczerpnięty z książki Carla Honoré: Powolność to szybkość nowej generacji. Przyjedźcie do Kwiatonowic, spróbujcie.

otwarty_umysl